9 sierpnia 2017

Zjawiska paranormalne, morderstwa i dziwny romansik na dokładkę

Myślę, że uczucie ciekawości wzbudzone intrygującą okładką czy opisem nie jest obce żadnemu książkoholikowi. Zrozumiecie więc, że spotykając na swej drodze Zabójczą podświadomość, pomyślałam - to może być niezłe. Lubię kryminały, lubię poszukiwanie seryjnych morderców, lubię klimat przepełniony grozą i niepewnością. Do powieści tajemniczej Mary Sue Ann nie miałam wygórowanych oczekiwań. Liczyłam na dobrze skonstruowaną, odprężającą wakacyjną lekturę. Otrzymałam ogromne zaskoczenie. 

Los Angeles. Brutalnie zamordowane kobiety w ciąży i noszone w ich łonach dzieci. Grasujący po mieście seryjny morderca. Laura, która zaczyna otrzymywać niepokojące pogróżki. Kevin, chłopiec ze zdolnościami wyczuwania biegu przyszłych wydarzeń. Grupa próbujących rozwikłać zagadkę detektywów. Ich losy splatają się ze sobą w obliczu czyhającego na nich wszystkich zagrożenia. Kim jest morderca? Jaki ma motyw? Czy powoduje nim chęć zemsty, czy żądza zabijania? 

Tak, to było spore zaskoczenie. Dość negatywne, niestety. 

Bohaterowie. Płascy, bez wyrazu, bez charakteru. Laura to piękna, niezależna, silna kobieta potrafiąca bronić swoich racji. Wszyscy na nią lecą. Typowo. Frank, czyli ten szalenie przystojny, jest wrażliwcem, utalentowanym pianistą, istny ideał po prostu, nie ma o czym mówić. Nasi detektywi, Jack i Mateo, to wręcz wzorowi obrońcy uciśnionych, gotowi do największych poświęceń w imieniu swojej pracy, bystrzy i ujmujący. Mamy też bogatego, wyniosłego ojczulka, uczuciowego i niezwykłego chłopca i psychopatę oczywiście. Standardowy skład. 

Dialogi. Sztuczne, nienaturalne, na siłę zabawne lub wzruszające. Mordęga. Nikt tak nie mówi i nikt tak się nie zachowuje! Laska poznała faceta, po jednym dniu uważa go za swojego przyjaciela, a po kilku ufa mu jak nikomu na świecie. A jak autorka nie wie, dlaczego coś się stało, mówi nam ustami bohatera na przykład: nie umiem ci tego wytłumaczyć, po prostu tak czuję. Nie ma chyba nic bardziej irytującego. 

Wątek paranormalny. W książce zajmuje zaskakująco mało miejsca i, co ciekawe, moim zdaniem nie odgrywa tu żadnej roli. Spokojnie można by go wyciąć, nic by się nie stało a fabuła w żaden sposób by nie ucierpiała. A nie, chwila - opis książki nie brzmiałby tak atrakcyjnie. Zresztą, te koszmarne wizje i siły ciemności niezbyt mnie do siebie przekonały. Strasznie naciągane. 

Górnolotności i poruszenia. No tutaj autorka zaszalała dopiero pod koniec! Użyła chyba wszystkich schematycznych wyciskaczy łez, aby tylko w jakiś sposób tego czytelnika poruszyć. Jaka szkoda, nie podziałało. W tych chwilach, które w zamierzeniu miały wzbudzać we mnie najwięcej emocji i wrażeń, sprawić, że nie będę mogła oderwać się od lektury, miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Schemat schemat goni. Nie było mi żal ani jednej ofiary, nie wczułam się w sytuację Laury i innych bohaterów, nie współczułam, nie miałam książkowego kaca. Nic. Zero. Przecież to tylko papierowe postacie w papierowym świecie. A zwykle jakoś łatwiej mną wstrząsnąć...

Język. Najważniejszy! Widzicie - gdyby autorka umiała pisać, to by tą książkę uratowała. A tak... To wszystko się ze sobą nie kleiło. Wiało tandetą na kilometr. Zdanie pojedyncze, mało przemyślane, wręcz zabawne w swojej nieporadności, denerwująco poprawne i tylko tyle. Nie było mrożącego krew budowania akcji, klimatyczne opisy nie były klimatyczne, a urywki pisane z punktu widzenia mordercy były typowe i mało wiarygodne (chociaż nie mam pojęcia, jak działa mózg psychopaty, ale chyba nie tak). Płakałam, czytając. Od pierwszych stron, aż do końca. 

Tylko jedno pozwoliło mi dotrwać do ostatniej strony, po dwóch miesiącach czytania. Chęć dowiedzenia się, kim jest morderca. Trzeba autorce przyznać, że dobrze sobie przemyślała sam przebieg śledztwa, ładnie (choć czasem trochę naciągając) przeprowadziła nas przez sieć dowodów, poszlak i możliwości, by zaprowadzić nas może nie do szokującego, ale nie całkiem oczywistego rozwiązania. Tutaj plus - za akcję właśnie. Gdyby jeszcze to ubrać w lepsze słowa, dodać choćby dramatyzmu albo "unaturalnić" (chyba nie ma takiego słowa...) dialogi, stworzyć ciekawszych bohaterów... Pomysł był, ale w ogóle niewykorzystany. 

Trochę zrobiło mi się smutno, że autorką książki jest Polka (tak, nazwisko na okładce może mylić, ale to Polka), bo to nie jest dobra książka. Raczej poniżej przeciętnej, a nie oczekiwałam przecież zbyt wiele. Brakowało warsztatu i tego czegoś, większego polotu. Mimo to trzymam kciuki za autorkę, licząc na to, ze kolejna jej książka będzie lepsza. 

"Zabójcza podświadomość" Mary Sue Ann, Wyd. Oficynka, str. 390

2 komentarze:

  1. Opis książki mocno intryguje i budzi nadzieję na dobry kawałek thrillera. Szkoda, że książka okazała się być słaba, raczej będę ją pomijać w księgarniach :).


    pozdrawiam,
    ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuu za tych bohatyerów to ja podziekuję. Dla mnie to element decydujący o wartości powieści xD

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli po przeczytaniu posta napiszesz kilka słów, drogi czytelniku. Każdy komentarz wywołuje mój uśmiech, więc pisz bez obaw! ^^ Chętnie wejdę też na Wasze blogi, więc śmiało zostawiajcie linki (oczywiście byłoby świetnie, gdyby link ten znajdował się dopiero pod sensownym komentarzem. I nie zapraszajcie mnie ciągle do nowych recenzji na swoim blogu!).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...