4 listopada 2017

Drugoplanowe morderstwo w mafijnej aferce

W kryminałach jest coś pociągającego. Zagadka , brudne sekrety, zbrodnie, o których nam się nawet nie śniło (a jeśli tak, to chyba coś jest nie do końca w porządku). Wypieki na twarzy, gdy z coraz większym zaintrygowaniem śledzimy śledztwo, podejrzewamy podejrzanych i z rosnącą nieufnością przyglądamy się coraz większej liczbie bohaterów, którzy, to nie wykluczone, mogliby popełnić zbrodnię. Detektywa podziwiamy za bystrość umysłu, wyrzucając sobie brak podobnej domyślności. No a końcówka? Istny koszmar, bo na takie rozwiązanie byśmy nigdy nie wpadli, choć przecież to było takie oczywiste, takie proste. Za co kochamy kryminały? Za to, że możemy się rozluźnić, oceniać, typować, rzucać podejrzeniami na prawo i lewo i zgłębiać psychopatyczne umysły - a to, że ktoś zginął... No przykre, ale to przecież tylko na papierze.

Trójmiasto. Zima. 1993. Jawnie i w ukryciu okolicą rządzi mafia kierowana przez niepełnosprawnego Słonia-jubilera. Marcin Staroń, jego siostrzeniec, zakochany w siostrze najlepszego przyjaciela, wchodzi w sam środek mafijnego bagna, w którym biorą udział także chcący dorobić sobie policjanci. Chłopak popełnia błąd, za który płaci cała jego rodzina (wspomnijmy także o Wojtku, bracie bliźniaku) i nie tylko - śmierć ponosi dwójka młodych ludzi. Takich wydarzeń nie zapomina się do końca życia. 
Wiosna. 2013. W klubie muzycznym ginie znany z jednego hitu piosenkarz - Igła. Do szpitala trafia jego menadżerka, Iza Kozak, która niestety ma zaniki pamięci. Mimo to wskazuje na sprawcę - swoja byłą przyjaciółkę, Laurę. Kilka szczegółów zdaje się jednak nie zgadzać. Kolejny podejrzany, Buli, to były policjant i były mafiozo (choć nigdy nic mu nie udowodniono). Na miejscu zbrodni brakuje dowodów - jedynie zapach, odcisk palca, który może należeć do każdego, i odcisk buta. Nad całą sprawą wyczuwa się wpływ minionych wydarzeń.

Do Polski po siedmiu latach wraca Sasza Załuska - niegdyś policjanta w Sopocie, teraz wzięta profilerka z dyplomem. Otrzymawszy zlecenie od dawnych kolegów po fachu na stworzenie portretu psychologicznego sprawcy, zaczyna swoje na wpół prywatne śledztwo. Jest pewna, że rozwiązanie kryje się gdzieś w tekście piosenki "Dziewczyny o północy" i śmierci dwojga nastolatków sprzed dwudziestu lat. Zagadka staje się coraz bardziej zagmatwana, a różne wątki i historie zaczynają się ze sobą plątać. Co rzeczywiście jest prawdą?

"Kobiety są bardzo wyrozumiałe. Potrafią wybaczyć mężczyźnie nawet rzeczy, których nie zrobił."

Po kryminały sięgać tylko wtedy, gdy nie mam siły i energii na nic innego - rozkładam się na kanapie, rozluźniam kończyny, biorę książkę w dłoń, często zasypiając po dziesięciu minutach, bo oczy same się zamykają ze zmęczenia (a może dlatego, że pozycja jest zbyt wygodna?). Czytam też w szkole - na przerwach i na lekcjach, gdy są nudne. Tak oto w ciągu kilku tygodni uporałam się z Pochłaniaczem. Uporałam się - bo inaczej tego nazwać nie mogę.

Nie chodzi o to, że pani Bonda nie umie pisać, bo tworzy swoją powieść bardzo zgrabnie, cierpliwie i pod względem stylistyki i tych innych wytycznych moim zdaniem więcej niż dobrze. Może czasem nie wiadomo za bardzo, o co chodzi, a dialogi, zwłaszcza męskie, wydają się jakoś na siłę "ubrutalnione" i "stwardniałe", ale niezbyt mi to przeszkadzało. Historia - też dość ciekawa. Zaczynamy od lat 90., kiedy to Marcin próbuje poderwać dziewczynę i źle na tym kończy, by potem przenieść się do czasów współczesnych, do "pokołtunionej" sprawy zabójstwa, mafii i SEIFu, gdzie krok po kroku poznajemy tajemnice przeszłości. Książkę czyta się dobrze, ale bez szczególnego poruszenia i zaangażowania. Autorka chyba nawet nie stara się budować napięcia. Akcja guzdrze się, zatrzymuje, marudzi, a gdy w końcu zaczyna dreptać trochę żwawiej, to dochodzimy do ostatniej strony. Jak dla mnie - za dużo mało istotnych wątków.

Pochłaniacz to wcale niezła książka... obyczajowa, nieco psychologiczna, ale czy kryminalna - tu bym się kłóciła. Sasza nie jest Sherlockiem czy Poirotem, często odnosiłam wręcz wrażenie, że nic do sprawy swoją osobą nie wnosi. Prawie w ogóle też nie korzysta ze swoich "profilerskich" zdolności. Zresztą, całe dochodzenie do rozwiązania było tak rozwleczone i niejasne, że w sumie już nie pamiętam, jak oni wszyscy do tego doszli. Choć nie zaprzeczam, że rozwiązanie dość oryginalne i nieprzewidywalne - mimo to żadnego łał nie było, czego moglibyśmy spodziewać się po kryminale. Pochłaniacz do typowych powieści tego gatunku zdecydowanie nie należy. Pani Bonda podeszła do tematu z zupełnie inne strony. Czy wyszło to jej książce na dobre...?

Bohaterowie są raczej w porządku. Co prawda nie ma tu żadnego obrońcy uciśnionych i strażnika sprawiedliwości ani żadnej barwnej, wyróżniającej się postaci i polemizowałabym, czy na pewno jest tu jakiś główny bohater, ale raczej dają się lubić. Duchnowski, Laura, ksiądz Staroń (choć to chyba jakiś heretyk, bo autorkę nieźle tu fantazja poniosła), a nawet Sasza.

Chyba nie ma tu co więcej mówić - Pochłaniacz jest raczej przeciętny. Nie, błąd, przeciętnie dobry, bo do typowych nie należy. Akcja jak dla mnie zbyt rozcieńczona, co bardzo utrudniało wciągnięcie się w fabułę, która też, swoją drogę, była zbyt rozdrobniona. Brakowało mi jednego, głównego wątku. Choć jestem ciekawa, co dalej działo się z Saszą i jej córką, a może nawet co tam u Duchnowskiego i pechowego księdza, to zdecydowanie nie sięgnę po kolejne części. Nie. Nigdy. Tym bardziej, że Okularnik liczy sobie stron jeszcze więcej, a taką cegłę trudno ukryć na szkolnej ławce. (Co prawda Millenium też było grubiutkie, ale czytało się to lepiej, to i objętość nie była przeszkodą.)

"Pochłaniacz" Katarzyna Bonda, Wyd. Muza, str. 670

1 komentarz:

  1. Miałam straszną ochotę na tę serię, szkoda, że jest raczej przeciętna :(

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli po przeczytaniu posta napiszesz kilka słów, drogi czytelniku. Każdy komentarz wywołuje mój uśmiech, więc pisz bez obaw! ^^ Chętnie wejdę też na Wasze blogi, więc śmiało zostawiajcie linki (oczywiście byłoby świetnie, gdyby link ten znajdował się dopiero pod sensownym komentarzem. I nie zapraszajcie mnie ciągle do nowych recenzji na swoim blogu!).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...