Dziś przeniesiemy się w czasie. Staniemy twarzą w twarz sami ze sobą - z nami sprzed lat. Zobaczymy siebie koślawo stawiających pierwsze litery, z trudem składających ze sobą słowa i zdania. Nasze niewielkie jeszcze ciałka i malutkie rączki trzymające z trudem książkę. Popatrzmy w tył, przypomnijmy sobie, jakie były nasze pierwsze przeczytane pozycje, kto wspierał nas w naszym pierwszych czytelniczych mękach? Czy na Twojej półce stały stosy kolorowych książeczek, tomy baśni, a może jakieś gazetki? Wspomnienie książeczek pełnych barwnych ilustracji, może już rozmyte i niewyraźne, sprawia, że się uśmiechamy. Dziś recenzja takich właśnie dwóch dziecięcych powiastek - przyjemnych, pozytywnych, prostych i wspierających najmłodszych w ich czytelniczych próbach.
19 grudnia 2015
17 grudnia 2015
Po prostu szok: "Kwiaty na poddaszu"
Większość z nas utożsamiło by je pewnie z takimi pojęciami jak radość, beztroska, zabawa. Dzieciństwo to czas poznawania świata. To niezwykła ufność, szczerość, jeszcze nie skrywane emocje i nieposkładane myśli. To śmiech. Pierwsze przyjaźnie. Szkoła. Rodzina. To okres przygotowania. To ciągłe pytanie: "Dlaczego?". To dni, które biegną tak wolno.
Tak wolno...
Jeden dzień trwa jakby cały tydzień. A tydzień miesiąc. Rok? To cała wieczność. Gdyby z czyjegoś dzieciństwa uciąć miesiąc, rok albo kilka lat... Co by się stało? Jakby to przyjął? Kim by się stał?
Rodzeństwo Dollangangerów: Cathy, Chris i dwoje bliźniąt, Carrie i Cory, tracą ojca. Z tą chwilą ich życie nieodwracalnie zamienia się w koszmar. Razem z matką wyjeżdżają do ogromnego, bogatego domu jej rodziców. Niestety istnieje mały problem. Przed laty matka dzieci dopuściła się niewybaczalnego grzechu. Teraz musi błagać ojca o wybaczenie, by ponownie zostać wpisaną do testamentu. Do tego czasu dzieci muszą zostać ukryte przed oczami dziadka, lądują na poddaszu, a pieczę nad nimi przejmuje babcia. Kobieta jest surowa i ostra, a swoje wnuki nazywa diabelskim nasieniem...
8 grudnia 2015
Krwią pisane, krwią naznaczone, przez krew przewidziane
Człowiek w swym głębokim przekonaniu o tym, że wie wszystko (a przynajmniej że owo "wszystko" kontroluje), jest niezwykle naiwny. Powiem Wam, jaka jest prawda. Nie tylko w ogromie kosmosu i wśród miliardów niezbadanych gwiazd kryje się tajemnica. Nie tylko w głębinach Ziemi, tysiącach kilometrów ponad naszymi głowami i życiu po życiu znajduje się coś, czego nie znamy. Czasem to, co najtrudniej zrozumieć, jest tuż obok. Tak blisko. Na wyciągnięcie ręki. Fascynujące, intrygujące, niebezpieczne, zabójcze.
Inni.
W swojej naiwności człowiek stwierdził, że jest w stanie stawić im czoła. Że to on jest panem świata, zdolnym obalić krwiożercze istoty kryjące się na Dziedzińcach - miejscach, do których ludzie nigdy nie mieli dostępu. W swej głupocie, a może po prostu przez chęć zdobywania, władania, przez zachłanność (a może nawet strach) uznał, że Inni tylko tak strasznie wyglądają. Że w sumie można ich pokonać.
Inni.
1 grudnia 2015
Czasami starsze siostry wyjadają czekoladki w stroju ninja
Kiedy siostra pokazała mi swoje nowe nabytki w postaci trzech uroczych książeczek i jednej półtora metrowej kolorowanki, poczułam się dziwacznie. Mimo, że jestem człowiekiem zielonym, nie sądziłam, że kiedyś jeszcze sama od siebie sięgnę po dziecięce powiastki, stało się jednak i dobrze się stało, wszak "Do czego służy kotlet?" to lektura nad wyraz życiowa. Tak, tak. Kto bowiem z nas nie jadł kotleta?
Tak naprawdę jednak sam schabowy w całej historii odgrywa niewielką rolę. Myślę, że jest swego rodzaju wabikiem na spragnione humoru (i jedzonka) dzieci. Kiedy pokazałam kuzynowi, jaką powieścią dysponuję, roześmiał się uroczo i zakrzyknął "do czego służy kotlet?!", potem długo nie mógł się uspokoić, zwijając się ze śmiechu. Widzimy więc, że wabik działa jak należy!
14 listopada 2015
Stuk, gap, zerk, pisu
Miałam zacząć dość nietuzinkowo, stworzyłam nawet cztery przydługie akapity tego jakże zacnego posta, teraz jednak myślę, że należy zacząć inaczej, czyli do bólu zwyczajnie!
Yyy, to będzie nudno! - rzecze zniesmaczony Zaraz. Myślę, że niepotrzebnie daję mu tyle swobody, bo się złośliwiec rozpanoszył i wtrąca się do mojej pisaniny.
Zanim jednak przejdę do konkretów, które już kują mnie upaćkanymi od atramentu paluchami, ostrzegę Was, że być może ta notka nie przypadnie Wam do gustu, co więcej, że wyrobicie sobie o mnie złe zdanie lub wykrzywicie wargi w kpiącym uśmiechu (myślę, że kiedyś też mogłabym przyjąć podobne stanowisko). Istnieje taka możliwość i miejcie tego świadomość. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie będzie tak źle, a żeby źle nie było, uraczę Was drobną historyjką...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


