6 grudnia 2014

Słów kilka o sile uzależnienia

Nałogi są różne. Można uzależnić się od papierosów, od alkoholu, narkotyków, czy dopalaczy, ale też od komputera, gier, telewizji i hazardu. Lista jest dość długa, ludzie są tylko ludźmi i szybko wpadają na drogę, z której bardzo trudno zawrócić. I z której często wcale nie chcą zawracać. No dobrze, mamy na świecie tyle nałogów, ale czy nie widzicie może cech wspólnych? Każde uzależnienie przejmuje kontrolę nad człowiekiem i jego życiem, ale też co gorsze (i o czym często zapominamy) ma duży wpływa na nasze otoczenie, rodzinę, przyjaciół. Powolutku, niezauważenie, po cichutku rujnuje życie nam i naszym najbliższym. I właśnie o tym jest książka "Hera, moja miłość".

Jacek zaczął brać maryśkę pod wpływem nowej dziewczyny. Rzeczywiście, na początku działało, przynosiło ulgę, chwilę relaksu, pozwalało się wyluzować i zabawić. Nie widział nic złego w tym, że od czasu do czasu wypali sobie jednego skręta, no, może dwa. Nie jest ćpunem, maryśka to przecież nie narkotyk. Nie jest uzależniony, nie jest. Rodzina niczego nie zauważa. Matka jest pochłonięta całkowicie pracą i karierą i rzadko kiedy rozmawia z dziećmi, za to ojciec ma problemy z alkoholem. Jedynie gosposia, Natasza, coś podejrzewa, ale jej nie można się wtrącać. No i jeszcze młodszy brat, Michałek, kilkakrotnie widzi swojego brata z dziwacznym papierosem w ręce. Chce być taki jak on... Przyjdzie jednak taki dzień, kiedy na pozór szczęśliwa, idealna rodzina zacznie mieć kłopoty i małe gniazdko zacznie się rozpadać...

Czyż istnieje ucieczka bardziej idealna niż ta od własnych problemów i lęków?

"Hera, moja miłość" to druga książka o narkotykach, jaką miałam okazję przeczytać. Pierwsza to oczywiście wszystkim doskonale znana powieść o młodych narkomanach z Berlina Zachodniego - "My, dzieci z dworca ZOO". Jednak tam miałam do czynienia z czymś całkowicie innym. Tam była tragedia dzieci, małych dzieci, które trafiły w złe towarzystwo. Same, opuszczone, całkowicie zagubione dzieciaki, które musiały radzić sobie w brutalnym świecie nałogów. "Hera, moja miłość" to przede wszystkim powieść Polki (co bardzo mnie ucieszyło) i z pewnością nie jest powieścią aż tak tragiczną. Pokazuje nam też problem nałogów z zupełnie innej strony. Ze strony nie tylko narkomanów, ale też ich rodzin.

Wydaje mi się, że właśnie na tym skupiła się autorka. na tym, jak postrzegani są uzależnieni przez swoje otoczenia, a głównie przez bliskich. Jak nagle zmienia się całe ich życie i ile smutków i bólu wywołuje wiadomość, że moje dziecko jest ćpunem, nic nie wartym narkomanem, tak wychowałem dziecko! Tragedia rodziny, nawet tak niesamowicie chłodnej, jak ta Niwickich, jest być może czymś jeszcze gorszym, niż sam los narkomana. Choć przyznaję, że Jacek nie odpychał mnie od siebie tak bardzo, jak nic nie rozumiejący rodzice. To właśnie oni byli głównym powodem wszystkich rodzinnych problemów, jakie miały miejsce na ich oczach, Tylko że oni tego nie zauważali. Nie obchodziło ich, co się dzieje z ich własnymi dziećmi, a potem już było za późno. Krótko mówiąc, spaprali sprawę.

Bywają takie dni i noce, które zmieniają wszystko. Bywają takie rozmowy, własne lub zasłyszane, które są w stanie wywrócić do góry nogami cały nasz świat. Nie możemy ich przewidzieć. Nie możemy się na nie przygotować. Czyhają na nas gdzieś, zapisane w łańcuchy pozornych przypadków, nieuchronne jak świt po ciemności.

Książka jest naprawdę króciutka, ma 160 stron. Najdłuższy rozdział nie ma nawet dziesięciu stron. To sprawie, że powieść czyta się z niewiarygodną prędkością, raz dwa i po krzyku. Koniec. Mnie osobiście bardzo to odpowiadało, autorka krótko i treściwie potrafi przekazać czytelnikowi to, co najważniejsze. Nie potrzebne są jej rozległe opisy, czy nudne rozważania. Pokazuje nam fakty i emocje, a to wystarcza, aby poczuć tragizm całej historii i jej niezwykłość.

Bohaterowie byli dobrze wykreowani, choć przyznaję, że czasem brakowało mi u nich pewnej wyrazistości. Mogłam sobie ich bez problemu wyobrazić, ale w ogóle nie potrafiłam ich zrozumieć. To, co robili, wydawało mi się często pozbawione logiki i tylko to naprawdę mnie w tej książce irytowało. Jacek był z jednej strony inteligentny, a drugiej naprawdę głupi. Interesował się psychologią, ludzkimi zachowaniami, a sam robił czasem tak głupie rzeczy, tak całkowicie bez sensu, że w ogóle nie mogłam tego ogarnąć.

Książka jest ciekawa i pokazuje nam problem narkotyków i innych uzależnień z nieco innej strony. To historia tragiczna, ale nie mogę powiedzieć, że wstrząsająca. Z pewnością przemówi do wielu młodych ludzi, jednak jak dla mnie zabrakło jej wyrazistości i czegoś, co wyróżniałoby ją z tłumu. Ale to może tylko takie moje wrażenie. Mimo to chętnie sięgnę po kolejną część, "Lot komety", bo jestem niesamowicie ciekawa, jak dalej potoczyły się losy rodziny Niwickich i tajemniczej Komety. która jest z pewnością najbardziej interesującą postacią tej powieści.

"Hera, moja miłość" Anna Onichimowska, Wyd. Ezop, str. 160

9 komentarzy:

  1. To była jedna z pierwszych książek, jakie przeczytałam z własnej, nieprzymuszonej woli (a więc już dawno) i naprawdę mi się podobała, podobnie jak kolejne części. Zastanawiałam się nawet kilka razy nad powróceniem do nich, ale obawiam się, że to już nie będzie to samo. Chyba wolę pozostawić w pamięci ten już nieco niewyraźny, ale jednak pełny podziwu obraz całości. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to i lepiej, często ulubione książki czytane po raz drugie tracą... to coś ^^ Osobiście muszę porozglądać się za kolejnymi częściami - jestem ciekawa :P

      Usuń
  2. Hm... jak tak się teraz zastanowić, nie czytałam żadnej powieści o narkotykach... no i nie chcę. Nie czuję się gotowa na tego rodzaju literaturę i nie sądzę, abym kiedykolwiek była. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze zmienisz zdanie - fajnie jest poznać narkotyki (i inne uzależnienia) z drugiej strony :)

      Usuń
  3. 'My, dzieci z dworca ZOO' było chyba jedno z najstraszniejszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Ogólnie nie przepadam za czytaniem o uzależnieniach i kiedy czytałam tamtą powieść chyba nie do końca byłam na to przygotowana. W sumie trudno jest mi powiedzieć czy chciałabym przeczytać też 'Herę, moją miłość'.
    O! I co ja widzę! :D Naprawdę skomentowałam posty na tym blogu aż 98 razy? ^^
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju, "My, dzieci z Dworca ZOO" to było coś serio poruszającego :O "Hera..." jest nieco mniej, hmm, straszna. Taka bardziej obyczajówka, młodzieżówka.
      Haha, tak, też byłam zdziwiona ^^ Nawet nie wiesz, jak miło mieć tak wiernego czytelnika i komentatora ♥
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  4. Czytałam i muszę powiedzieć że zatrzymałam się po tym jak mały zginął. Załamała mnie ta książka i już nie mogłam jakoś czytać dalej jest to 2 książka w moim życiu której nie dokończyłam
    Ps. nadrabiam zaległe posty u ciebie mam chwilkę więc pomyślałam że to co mnie przez szkołę ominęło sobie poczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czy wiesz, ale to jest jedna z 3 części Pani Onichimowskiej. Warto sięgnąć po Lot komety (2cz.) i Demony na smyczy (3cz.) wszystkie trzy są krótkie, ale mają ten swój przekaz jak wspomniałaś w swojej recenzji. :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli po przeczytaniu posta napiszesz kilka słów, drogi czytelniku. Każdy komentarz wywołuje mój uśmiech, więc pisz bez obaw! ^^ Chętnie wejdę też na Wasze blogi, więc śmiało zostawiajcie linki (oczywiście byłoby świetnie, gdyby link ten znajdował się dopiero pod sensownym komentarzem. I nie zapraszajcie mnie ciągle do nowych recenzji na swoim blogu!).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...