21 marca 2015

Jak napisać totalny gniot? Poradnik dla początkujących.

Pewnie nie raz, jako doświadczeni książkoholicy i recenzenci, trafiliście na książkę całkowicie beznadziejną, nudną, denną i zastanawialiście się, jakim prawem to "coś" zostało wydane. Rozmyślaliście nad tym pseudo dziełem wieczorami, wyżywaliście się na blogu, odradzając lektury każdemu napalonemu na nią czytelnikowi. To uczucie rozczarowania, kiedy spodziewaliście się czegoś sto razy lepszego. Znam to. I dzisiaj spróbuję to omówić. Zapraszam na poradnik pod tytułem...

Co powinna mieć w sobie powieść, aby zdołować czytelnika?

Pamiętacie, jak pisałam o tym, co powinna mieć w sobie powieść perfekcyjna? Pewnie nie, ale pojawiły się tam takie pojęcia jak klimat, szybka akcja, barwni bohaterowie, emocje, ciekawy pomysł. Największą zaletą książkowego gniota jest to, że nic z tego nie musi w sobie mieć! Fajnie, prawda? 

O powieści kiepskiej jest chyba łatwiej mówić. Dlaczego? Zwykle jest tak, że gdy coś nas naprawdę irytuje, słowa same przychodzą. Bo któż nie czułby się oszukany, gdyby książka, z którą miał tak wielkie nadzieje, okazała się totalnym nieporozumieniem? Od razu w głowie pojawia się litania niecenzuralnych myśli, głowa wybucha, a palce same trafiają na odpowiednie klawisze, gdy próbujemy napisać w miarę składną recenzje. Tak na marginesie - czy nie wydaje się Wam, że opinie negatywne zawsze są najdłuższe? 

Ale przejdźmy do konkretów.

Czego osobiście nienawidzę w książkach? 

Po pierwsze - drętwych bohaterów. Może wiecie, może nie, ale dla mnie bohaterowie są podstawą dobrej książki. Jeśli postaci nie mają w sobie choćby krztyny charakteru - powieść najczęściej jest dla mnie nic niewarta. W klasycznych gniotach, denerwuje mnie głównie głupota i nienaturalne zachowania bohaterów. Która dziewczyna wsiada do samochodu jakiegoś podejrzanego typa, w dodatku nie znając jego języka (czyt. "Chwila szczęście")? Która śledzi dilera, bo wydał się  jej tajemniczy i wrażliwy ("Baśniarz")? Oczywiście nie lubię także książek, w których główny bohater zmienia się nie do poznania w przeciągu kilku dni i staje się wybawcą, czy wzorem do naśladowania, choć nic wielkiego nie zrobił. Tutaj za przykład mogę podać główne bohaterki niemal wszystkich paranormali, choćby Tris z "Niezgodnej", czy Lenę z "Delirium". Poza tym spotkałam masę, masę, masę książek, w którym żaden bohater nie grzeszy oryginalnością, bo autor postanowił skupić się na... no właśnie, na czym? Z tych przeczytanych nie dalej, niż przed rokiem: "Laura", "Biała jak mleko, czerwona jak krew", "Syrena". Brak barwnych bohaterów nie zawsze jest równe z kiepską powieścią, ale często jest to główny powód, dla którego książka zamienia się w pseudo książkę. 

Brak akcji. Czyli ględzenie o niczym przez połowę powieści, tak jak ja mam to w zwyczaju robić :P Po prostu lanie wody. Cóż, nudnej książki na długo nie zapamiętamy. Nawet gdyby niosła ze sobą całe mnóstwo wartości, była pięknie napisana - często brak przygody, czy przemyślanej fabuły może wszystko zepsuć, bo najzwyczajniej w świecie uśniemy! Czytelnik też człowiek. Trzeba w jakiś sposób zwrócić jego uwagę, aby coś z lektury zapamiętała dłużej, niż dwa dni.

Schemat. Ja wiem, że w literaturze trudno pisarzowi napisać coś nowego, bo wiele zostało już powiedziane i spisane. Ale mimo to czasem mam wrażenie, jakbym czytała książkę po raz drugi. Bo to już gdzieś chyba widziałam. A to przecież żywcem wyjęte z tej i tej książki. Tamten bohater za to jest łudząco podobny do tamtego. Nie mówiąc o zakończeniu, które jest rozbrajająco przewidywalne. 

Nienaturalne dialogi i opisy. Ooooo, to chyba każdego doprowadza do szału! Doskonale zdaję sobie sprawę, że mowy potocznej w książce raczej być nie powinno, bo ciągłe yyy, eeee, powtórzenia i nieskładne zdania by nas powaliły, ale wzniosłe przemowy na co drugiej stronie - tak źle, a tak jeszcze gorzej. W każdej powieści chcemy wczuć się w sytuację i bohaterów, ale jeśli wszystko jest sztuczne i denerwująco nienaturalne, to książka nie zdobędzie naszej sympatii.

Brak stylu. Ostatnio moja siostra uparła się, aby przeczytać "Władcę piasków", o której ostatnio głośno. Debiut siedemnastolatki - ciekawe, prawda? Stwierdziła, że chce zobaczyć, jak jej ta powieść wyszła (sama kombinuje z pisaniem). I co? Nudzi się na niej niemiłosiernie, skarży się na gimbusiarski styl pisania. Pomysł to nie wszystko- trzeba mieć też smykałkę i, jak widać, odpowiednie przygotowanie i doświadczenie. Gdy tylko przypomnę sobie Roberta McCammona, Greena, czy panią Musierowicz! Od razu cieplutko się robi a sercu. A "Klątwa tygrysa", "Wariant", Federico Moccia?

Sprzeczności, pomyłki, niedopowiedzenia. Czytając kolejną część mojej kochanej serii "Felix, Net i Nika" zwróciłam uwagę na taki oto fenomen - wiedzieliście, że 48 nie dzieli się przez trzy? Przez całe życie byłam pewna, że się dzieli, a tu proszę, genialny matematyk, Net, mówi nam, że to niemożliwe. To jednak drobny błąd, mogę autorowi wybaczyć. Ale spotkałam się z gorszymi przewinieniami - niedokańczaniu wątków przez autora. Kończy się książka - kończy się jakaś tam historia, która wcale nie przypomina dokończonej. Czasem to celowy zabieg autora, ale... tak niesamowicie irytujący!



A co Was najbardziej dobija w powieściach? Przy czym załamujecie ręce i macie ochotę wyrzucić książkę przez okno? Jakie powieści zaliczylibyście do "najnieulubieńszych"? Na dzisiaj koniec mojego ględzenia, pozdrawiam Was cieplutko i do napisania!

24 komentarze:

  1. Ja w sumie nie lubię w książkach tego wszystkiego co napisałaś wyżej... Nie przepadam też, kiedy ktoś pisze kolejne części jakiejś serii na siłę, bo przeważnie nie wychodzą one już tak ciekawe jak te pierwsze. :(
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Dokładnie ^^ Albo gdy autor pisze kolejne części tylko dla kasy. Dobijające...

      Usuń
  2. Ha, ha, zupełnie przegapiłam tę "perełkę" w "Felixie..." :D Która część?

    OdpowiedzUsuń
  3. "Klątwa Domu McKillianów" - Net stwierdził, że ich oszukano, bo przecież 48 nie dzieli się przez 3 :P Myślałam, że padnę ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nie było tak specjalnie? :P

      Usuń
    2. [wierzę w ludzi i pisarzy ;D]

      Usuń
    3. Sądzę, że nie - Kosik nie pozwoliłby, żeby jego genialny bohater zrobił taki błąd! A poza tym nie było żadnego... hmmm... sprostowania :P

      Usuń
  4. Ja nie przepadam za pisaniem dalszych części serii, kiedy można by ją uznać za skończoną. Czasami autorom nieźle to wychodzi, ale często zdarza się, że pojawia się już przesycenie danym tematem. Nie przepadam też za powtarzaniem schematów. Lubię, kiedy autor zaskakuje zakończeniem. :)
    Tak przy okazji, nominowałam cię do zrobienia Smerfowego TAGu książkowego. Jeżeli miałabyś ochotę, to chętnie przeczytam twoją wersję. http://kulturaczytania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za nominację, na pewno odpowiem :)

      Usuń
  5. Tego co nie znoszę w powieściach typu gniot napisałaś po wyżej dopisałabym jeszcze tylko straszliwe długie i nudne opisy przyrody!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja akurat je lubię, chociażby u Sienkiewicza czy Szklarskiego ^^ Wprowadzają... klimat.

      Usuń
  6. Masz racja, bohaterowie i brak akcji naprawdę jest irytujące, ale niestety coś co sprawia, ze chcę wyrzucić książkę przez balkon to schematy! Meeeh, jak ja ich nie lubię, naprawdę. Denerwują, zanudzają, są w prawie każdej młodzieżówce. Oczywiście wiele książek zapowiada się źle, np. przez opis, bo schemat bije aż po oczach, ale dopiero po przeczytaniu widzisz, ze jednak autor pokazał to inaczej, lepiej, bez schematu! :)

    Pozdrawiam i ojej jak ja dawno tu nie zaglądałam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, schematy to koszmar :P Kiedyś udało mi się zgadnąć ostatnią scenę książki a nawet jej ostatnie słowo. Coś strasznego! Tak trudno odejść nieco od wytyczonych ścieżek i choć odrobinkę zaskoczyć czytelnika? Widocznie tak.

      Usuń
  7. O z tym 48 niepodzielnym przez 3 mnie zaskoczyłaś. No ale ja nie czytam takich książek jak ta "Felix itd", więc takich kwiatków nie mam okazji wyłapać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chyba nie umiałabym napisać takiego posta, bp zdarza się, że to co w jednej książce mnie irytuje, w drugiej mi się podoba i odwrotnie... myślę więc, że dobra książka musi mieć po prostu to magiczne, trudne do zdefiniowania "coś" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w sumie jest podobnie, ale próbowałam pisać jak najbardziej ogólnie i... chyba udało mi się opisać wszystko, czego nie potrafię przetrawić w żadnej książce ^^

      Usuń
  9. Idealni bohaterowie! Jak takich widzę to mnie coś trafia. Zresztą tym głównym zawsze wszystko się udaje, nie popełniają błędów i są zawsze tacy mega dobrzy...
    Jednak czytanie słabej książki ma swój plus-można się na niej wyżyć i w kiepskie dni przeczytać recenzję takiej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj! Pragnę zaprosić ciebie na mojego nowiuśkiego bloga! :)
    Będę tam pisała recenzje książek. Mam nadzieję, że zajrzysz i zostaniesz.
    Pozdrawiam! ;***
    http://rezenzje-ksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Nic dodać, nic ująć, a przynajmniej nic teraz nie przychodzi mi na myśl. Zgadzam się z Tobą, że barwni bohaterowie to podstawa dobrej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. W poście ujęłaś wszystkie rzeczy, które mnie irytują. Co do książki "Chwila szczęścia" masz rację. Ogólnie mam uraz do książek Federico Moccia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach, nie wiem czy są jakieś szczególne elementy w książkach, których nie lubię. Nie lubię ich w całości. Nie lubię na przykład "Trzech metrów nad niebem", które doprowadziły mnie do szewskiej pasji i od tego momentu obraziłam się na Moccię, nie sięgnęłam już po żadną z jego książek.
    PS. Widzę, że nie tylko ja mam uraz do tego autora. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Z doświadczenia wiem, że napisanie dobrej książki jest bardzo trudne :) Sama teraz stresuję się przed wypuszczeniem mojej pierwszej powieści. Co mnie najbardziej irytuje? Hm... Chyba sceny erotyczne. Tak się ich ostatnio uczepiłam, dziwne. Ale taka prawda. Sceny erotyczne nieprawdopodobne (jak w książkach J.Lynn) i słowa, frazy, których w normalnym świecie się nie mówi.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawy post! Cóż, dla mnie najbardziej denerwującym elementem są irytujący bohaterzy - bo przecież mamy się z nimi utożsamiać - a przynajmniej w dobrej książce, mamy z nimi do czynienia przez całą lekturę, więc co zrobić, gdy już się z nimi nie wytrzymuje...?
    Pozdrawiam, Shelf of Books :)

    OdpowiedzUsuń
  16. W pełni się z tobą zgadzam! Najgorsi są chyba ci bohaterowie, którzy są wyidealizowani, bez wyrazu...
    W wolnej chwili zapraszam do mnie: czytamzkotem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli po przeczytaniu posta napiszesz kilka słów, drogi czytelniku. Każdy komentarz wywołuje mój uśmiech, więc pisz bez obaw! ^^ Chętnie wejdę też na Wasze blogi, więc śmiało zostawiajcie linki (oczywiście byłoby świetnie, gdyby link ten znajdował się dopiero pod sensownym komentarzem. I nie zapraszajcie mnie ciągle do nowych recenzji na swoim blogu!).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...