3 września 2015

Nocni Łowcy, Wampiry, Wilkołaki i Demony - bo wszystkie bajki są prawdziwe

Wyobraź sobie, że nasz świat to tylko jeden z milionów wymiarów, przez które przemieszczać mogą się tylko jedne istoty - demony. Jak wiemy, demony nie należą do najsympatyczniejszych stworzeń a spotkanie z takim także najmilsze nie jest. Dlatego właśnie są Nocni Łowcy. Ich zadaniem jest... no cóż, zabijać. Ich ciała pokryte są runami -magicznymi znakami, które dają im moc i magiczne zdolności. Niektóre leczą, inne sprawiają, że jest się niewidzialnym dla zwykłych Przyziemnych. Poza Nocnymi Łowcami istnieją także Podziemni - wampiry, wilkołaki, wróżki i inne stworzenia, które ponoć żyją tylko w bajkach. Hmm, widocznie nie tylko...

Jaką rolę w magicznym światku odegra Clary? Powiem Wam w sekrecie - nastolatka nie jest zwyczajną Przyziemną. Pewnego dnia spotyka Jace'a w dość nietypowych okolicznościach, gdy ten sieka obcego faceta, który po chwili rozpływa się w powietrzu. Co ciekawe, nikt oprócz niej i towarzyszy zabójcy tego nie zauważa. Potem w życie dziewczyny hurtowo włażą problemy. Jej matka znika zaraz po rozpaczliwym telefonie do córki, po domu łażą dziwne, niebezpieczne stwory, a Clary zaczyna widzieć wszytko, czego wcześniej nie dostrzegała. Sytuacja robi się jeszcze bardziej pokręcona, gdy nastolatka odwiedza instytut i powoli dowiaduje się prawdy o sobie i swojej rodzinie. 
Kim jest Valentine i dlaczego jego imię budzi taki postrach? Czym są Dary Anioła i do czego służy jeden z nich - Kielich Anioła? Gdzie został ukryty? Istnieje tylko jeden sposób, aby się dowiedzieć. 

"-Nie zakochałeś się jeszcze we właściwiej osobie?
-Niestety, moją jedyną miłością pozostaję ja sam.
-Przynajmniej nie martwisz się odrzuceniem, chłopcze.
-Niekoniecznie. Od czasu do czasu się odtrącam, żeby było ciekawiej."

Jestem recenzentką od jakiegoś czasu i wiem, że w tej branży (o matko, jak to poważnie zabrzmiało...) liczy się szczerość. Więc postanowiłam nie owijać Was w przysłowiową bawełnę i przyznać się, że wcale nie chciałam czytać tej książki, została mi ona wręcz dosłownie siłą wepchana w ręce. W zeszłoroczne ferie miałam przyjemność poznać pewną dziewczynę i gdy sobie gadałyśmy, okazało się, że jest niesamowitą fanką Darów Anioła. Nie omieszkała mi więc opowiedzieć kilku szczególików (o tak, ta seria nie ma dla mnie tajemnic). Jedno jednak jej się udało - zachęciła mnie do przeczytania. Ale szybko o tym zapomniałam. Potem, kilka miesięcy temu, na szkolnym korytarzu zobaczyłam mojego nieczytającego kolegę z książką w ręku. Z t ą książką. Oczywiście wychwalał pod niebiosy. Więc powiedziałam, żeby mi pożyczył, jak skończy, bo był kolejną osobą, która zdawała się zachwycona Miastem Kości. Gdy pójdziemy jeszcze dalej, przeniesiemy się na wieś. Wakacje. Siedzę sobie przed komputerem i szukam jakiegoś fajnego filmu do obejrzenia na wieczór. I bum! Olśnienie! Marzenka chce zobaczyć ekranizację Darów Anioła! No i obejrzałam. A potem żałowałam, bo takiej szmiry dawno nie poznałam. To był punkt przełomowy. Powiedziałam sobie: "Dziewczyno, książka o Demonach i super przystojniakach? To nie dla ciebie, weź se odpuść! Pamiętasz swoje postanowienie: zero młodzieżówek? No!". Tak, postanowiłam nie sięgać po tę książkę. Ale nie wyszło. 

I oto przychodzi dzień wyprawy ze znajomymi do kina. A mój zacny kolega co dla mnie ma? Zgadnijcie! Oczywiście, Miasto Kości. Przy okazji opowiada mi to i owo, tłumaczy siamto i owamto, zachęca i w ogóle. Ok, jak już przyniósł... to przeczytam. Jednak nic dziwnego nie ma w tym, że nastawiona byłam raczej sceptycznie. Zrozumcie - to całkowicie nie moje klimaty. Takie książki... nigdy nie należały do moich ulubionych. Pseudo bohaterowie, magia, etc. Z niemrawą miną zaczęłam czytać pierwszy rozdział (taka ciekawostka, pierwsze zdanie książki to: "Chyba jaja sobie ze mnie robisz". I od razu człowiek sobie myśli, że to z niego sobie jaja robią). 

Co się okazuje - film ma niezbyt wiele wspólnego z powieścią. Uff... Chociaż tyle. W sumie wspólni dla tych całkiem odmiennych historii są jedynie bohaterowie i temat. Wyhaczyłam też kilka tych samych tekstów i jedną, może dwie podobne sceny. To wszystko. Jak wielkie było moje szczęście! Choć mój sceptycyzm nie opadł, to i tak z mej piersi wydostało się głębokie westchnienie ulgi. Język autorki nie jest wybitny, jeśli liczycie więc na wyrafinowaną ucztę umysłową - raczej nie znajdziecie tu nic odpowiedniego. Co denerwowało mnie najbardziej? Opisy wnętrz. Ja rozumiem, że wystrój jest mega ważny, ale po co mi wiedzieć, jak wyglądały dywaniki i kolumny w pokoju? Nie łatwiej było napisać: sufit podparty był kolumnami, czy coś takiego, tylko trzeba było dokładnie omówić każdy wzorek na nich wyrzeźbiony? Po jakie licho! To jakoś nie pasuje mi do opowieści o Demonach itd. Ma być akcja, przygoda, jakieś zaskoczenie - a nie katalog Ikei. 

"Gdybyś był w połowie tak zabawny za jakiego się uważasz, mój chłopcze, byłbyś dwa razy bardziej zabawny niż jesteś."

Jedno muszę przyznać - książkę pochłania się błyskawicznie. Fabuła, mimo że doskonale mi znana, nie pozwala się od siebie oderwać, w efekcie lektura zajęła mi dwa dni plus epilog dnia trzeciego. Tak to już jest z młodzieżówkami, łączącymi ze sobą fikcyjny świat i szczyptę romansu (nawet tak poplątanie zaplątanego jak ten) - po prostu porywają. Czasem niektóre sceny są mocno przerysowane, wręcz banalne, łatwe do przewidzenia... Stop. Odwołuje to. Przecież nie mogą mówić o zaskoczeniu, kiedy znałam dokładnie całą historię. Przykro mi więc, że nie mogę powiedzieć Wam, czy czułam się oniemiała pod koniec. Bo pewnie wiele osób czytało końcówkę z szeroko otwartymi ustami i oczami wychodzącymi z orbit. 

Co do bohaterów. W sumie nie wiem, co mogłabym o nich napisać. Z pewnością żadnego nie polubiłam. Wszyscy są mi obojętni, żadnych więzi, kibicowania - zero. Clary jest strasznie irytująca, a Jace jeszcze bardziej (ciągle staje mi przed oczami jego filmowy odpowiednik strzepujący grzywkę z czoła). Postacie są dość płaskie, schematyczne. Dziewczyna, która nie zdaje sobie sprawy ze swego piękna i otaczające ją gronko adoratorów, mega przystojniak, pewny siebie i w ogóle, oraz, oczywiście, przyjaciel niedojda. Dodajmy do tego super piękność, zły charakter typu manipulant, matkę "nie mówiłam ci prawdy dla twojego dobra" i mamy całą gamę najbardziej banalnych bohaterów znanych ludzkości. Nie będę się na ten temat więcej rozpisywać, bo jeszcze klawiatura ucierpi...

"- Powiedziałeś, że idziesz się przejść! Jaki cholerny spacer zajmuje aż sześć godzin?!
- Eee, dość długi? – podsunął Jace."

Dobra, akcja była, bohaterowie, styl pisania... Wiem! Świat przedstawiony. Osobiście rzadko sięgam po jakąkolwiek fantastykę, kiedyś lubiłam bardziej, teraz jakoś mnie i nie jest to mój ulubiony gatunek, po prostu. Więc wszystkie stworzenia typu wilkołaki, wampiry, skrzaty czy żywe trupy mnie nie bawią. Podobnie rzecz ma się z magią, zaklęciami, jakimiś super zdolnościami - widzę tylko stek bzdur i oczywiste dla mnie nieścisłości. Nie zawsze, ale często tak to właśnie wygląda. Więc i tym razem pod tym względem nie zależało mi na fajerwerkach, raczej liczyłam na historię bohaterów, może jakieś zwroty akcji, jak już pisałam. Po prostu na coś "fajnego" do poczytania.

I w sumie właśnie to dostałam. Choć fabułę, o czym też już wspominałam, znałam, to i tak lektura okazała się niezwykle wciągająca. No ok, autorka zastosowała masę tanich chwytów, które znamy z niemal każdej młodzieżówki tego typu. Jednak mimo to stworzyła też coś swojego i mówię tu oczywiście o pokręconych stosunkach między poszczególnymi bohaterami i całym tym bałaganie, tajemnicach, sekretach, nieodkrytej przeszłości - wszystko to sprawia, że człowiek chce czytać dalej. To, że śmiałam się w duchu nie raz, nie dwa, że bohaterowie odwalali tak bezsensowne, nienaturalne sceny - to nic. Nie spodziewałam się arcydzieła i niczego mądrego (bo tego tu nie ma, może niektórzy widzą tu jakieś przesłanie - ja widzę frazesy i banały). Nie sięgnę po kolejne części. Zdecydowanie. No jeśli ktoś mi wciśnie do rąk (znowu...), to może (MOŻE!) przeczytam, ale z własnej woli na pewno nie. 

Na koniec wspomnę o okładkach, które są paskudne. Wszystkie. Dawno nie widziałam takiego brzydactwa. Filmowa jest chyba najładniejsza, ale i tak wiele jej brakuje do miana ładnej, przynajmniej moim zdaniem. Współczuję wszystkim kolekcjonerom! 

"Miasto kości" Dary Anioła, Cassandra Clare, Wyd. MAG, str. 510

. . .
Kochani! Jak tam pierwsze dni szkoły? Ja muszę przyznać, że na razie jest... dziwnie. 34 osoby, w ogóle się nie znamy i wchodzimy do klasy jak grupa przypadkowych obcych sobie osób. Ale nauczyciele są w porządku, mamy genialnego wychowawcę (ten głos!) i myślę, że po jakimś czasie, gdy będziemy się lepiej znać z klasą, będzie dobrze ;)) Ale i tak chcę już sobotę! Teraz na blogu pewnie będzie mniej się dziać, więc wybaczcie, ale te wszystkie zmiany i nowości absorbują mnie całkowicie. Jestem taka podekscytowana! ^^ Dajcie znać, jak tam u Was. A jak na razie - do napisania!

5 komentarzy:

  1. Dokładnie, ten film to największe gówno (za przeproszeniem!) jakie widziałam.
    Co do książek, też nie jestem fanką. Tak jak Ty do żadnego bohatera się nie przywiązałam, Clary i Jace mnie również irytowali. Akcja była, czytało się szybko, ale nie jest to książka która zatrzymała moją uwagę na dłużej niestety. Nie za bardzo rozumiem te zachwyty. Z drugiej strony, może gdybym była młodsza... :p
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie dość, że widziałam film, to jeszcze tę książkę czytałam parę lat temu (ale nie całą). Więc niby wiedziałam, że mnie czeka, a i tak - tak jak mówiłaś, mega wciągnęło. A słyszałam, że kolejne tomy są jeszcze lepsze ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę kocham i aż miło mi się czytało, gdy wspominałaś, że nawet nieczytającym się ona podoba. ;) Na powieść trafiłam, gdy byłam sporo młodsza od Ciebie, czy dobrze wnioskuję z notki, że jesteś teraz w pierwszej liceum? Wtedy książka mnie oczarowała i już tak pozostało. Film był dla mnie beznadziejny, okropny, straszny, itp. Nikt(poza Magnusem) mi do swoich ról nie pasował... Teraz powstaje serial i mam, co do niego ogromne oczekiwania i chcę się dowiedzieć, czy wyjdzie równie fantastycznie, co to, co mam w głowie, gdy czytam serie. Tak, trafiłaś na kolejną fankę. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś próbowałam rozpocząć moja przygodę z Darami Anioła, ale skończyła się szybciej niż myślałam, czyli jeszcze w pierwszym tomie, którego byłam bliska dokończenia. No cóż ... Słyszałam o niej wiele dobrego, szczególnie od koleżanek, które szaleją za tą serią i nawijały o niej cały czas w szkole i właśnie chyba dlatego nie udało mi się przez nią przebrnąć ... miałam jej już dość przed rozpoczęciem czytania :/
    Film oglądałam - bardzo fajny, ale bez rewelacji :)
    Również jestem w nowej szkole i prawie nikogo nie znam, a i tak mieliśmy łatwiejszy start bo zorganizowaliśmy przez fb dwa spotkania klasowe w wakacje :) Mój wychowawca jest podobno najlepszy z całej szkoły :D Och, minusem jest chyba to, że już w najbliższych dniach będziemy musieli nosić mundurki, a zbyt cudne to one nie są ... :/ No trudno :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkę czytałam jakiś czas temu i mimo tego, że była w niej masa - jak to ładnie ujęłaś - tanich chwytów, to jednak mi się w miarę podobało. Z postaci właściwie to najbardziej polubiłam Magnusa i (trochę) Simona, może zaliczę tu jeszcze Isabelle. Właściwie, to nie dla postaci przeczytałam całą serię i jeszcze prequel - "Diabelskie Maszyny" - ale dla świata, który jakimś cudem mnie wciągnął. Zaczęłam nawet pisać fanfiction z polskimi Nocnymi Łowcami i staram się, by było jak najmniej schematyczne...
    Co do filmu, to muszę przyznać, że średnio mi się podobał. Obejrzałam go niestety przed przeczytaniem książki, przez co zepsułam sobie część lektury.
    A jeśli chodzi o szkołę, to nic interesującego - no, typowe gimnazjum. A Tobie życzę powodzenia w nowej szkole!
    Pozdrawiam
    zycie-wedlug-horsefana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli po przeczytaniu posta napiszesz kilka słów, drogi czytelniku. Każdy komentarz wywołuje mój uśmiech, więc pisz bez obaw! ^^ Chętnie wejdę też na Wasze blogi, więc śmiało zostawiajcie linki (oczywiście byłoby świetnie, gdyby link ten znajdował się dopiero pod sensownym komentarzem. I nie zapraszajcie mnie ciągle do nowych recenzji na swoim blogu!).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...