7 kwietnia 2016

Jak będzie wyglądać dzień apokalipsy i ile osób zdoła przetrwać?

Sypiące się jak grad z nieba bomby jądrowe. Pożoga. Zniszczenie. Zagłada. Miliony ofiar. Ludzie umierający z powodu choroby popromiennej. I ci niemiłosiernie poparzeni, z krwawiącymi ranami i pęcherzami, które pękają pod najlżejszym dotykiem. Ból. Cierpienie. Walka o przetrwanie. Rosja wypowiada Stanom wojnę - obydwie strony konflikty obsypują się obficie bombami, niszcząc największe miasta i punkty strategiczne. Zamieniając Ziemię w pole bitewne. Przeżyć mogą tylko najsilniejsi.

Siostra Nawiedzona, która nie pamięta swojego imienia - bezdomna z Nowego Jorku. Czarnoskóry Josh - olbrzym i zapaśnik. Swan - dziewczynka z dziwacznymi zdolnościami, która wraz z matką przemieszcza się od "wujka" do "wujka". Roland - nastolatek, komputerowiec i Królewski Rycerz. Pułkownik Macklin - przywódca Sinego Kopca, miejsca, które ponoć ma chronić przed uderzeniem bomby jądrowej. Zgraja całkiem obcych sobie ludzi. Jedyną ich cechą wspólną jest wola walki i próba przetrwania w miejscu, które bardziej przypomina piekło niż to, co kiedyś nazywane było Ziemią.

"Każdy ma dwie twarze, dziecko. Tę widoczną i tę, którą ukrywa w środku. Świat widzi to, co na zewnątrz, ale to właśnie wewnętrzna twarz świadczy o tym, jaka jesteś naprawdę. Gdyby dało się je przenicować, od razu byłoby wiadomo, ile kto jest wart."

Gdybym się uparła, mogłabym opisać Łabędzi śpiew za pomocą dwóch słów: brutalność i styl. Oto co funduje nam Robert McCammon, genialny pisarz, którego pokochałam za Magiczne lata - powieść łączącą w sobie fantastykę, kryminał, thriller, dramat psychologiczny, w dodatku napisaną z punktu widzenia dziecka. Fascynująca, czarująca, idealna. Trochę jednak nie dowierzałam, że autor takiej inteligentnej, intrygującej, słodko-gorzkiej historii, mógłby pisać... książki grozy. Tak mi to jakoś nie pasowało, nie dawało spokoju. Stwierdziłam, że trzeba przekonać się, jak McCammon radzi sobie w tym obcym mi całkiem gatunku i dlaczego właśnie z niego zasłyną. Łabędzi śpiew, będący przykładem literatury postapokaliptycznej (z którą do czynienia miałam po raz pierwszy), zapowiadał się ciekawie, acz od początku byłam nieco sceptycznie nastawiona.

Jestem osobą, która gdy na filmie pojawia się szczepionka, odwraca wzrok. Nie mogę znieść widoku rozcinanej skóry, oderwanych kończyn, poparzeń, lejącej się strumieniami krwi... A tutaj? Miałam tego aż w nadmiarze. Co ja gadam, tu było jeszcze gorzej! Łabędzi śpiew to opowieść pisana przez okrucieństwo i wolę przetrwania. To brutalna wizja przyszłości, w której nic nie jest już bezpieczne i pewne. W końcu czytelnik się do tego przyzwyczaja, co nie znaczy, że dalej nie próbuje odwrócić wzroku, że nie przechodzą go ciarki i że nie wykrzywia ust. Po prostu upowszechnia mu się to fizyczne cierpienie. Ale jest jeszcze inny rodzaj bólu, ten duchowy, ten w środku...

McCammon musi mieć jakiś związek z psychologią, ponieważ czytając Łabędzi śpiew, czułam, że wchodzę do umysłów głównych bohaterów. Autor nie szczędzi pióra na stworzenie dokładnych portretów psychologicznych swoich postaci - każdy ma starannie zarysowany charakter, cechy szczególne, problemy, rozterki, wahania, sposób myślenia, umiejętności. Niektórzy nas przerażają, niektórych da się lubić - osobiście przepadam za Joshem, Artiem czy Paulem, co zaś się tyczy choćby takiego Macklina... Cóż, nie chciałabym go poznać w realu. Ani w dniu apokalipsy. W ogóle bym nie chciała mieć z nim kiedykolwiek cokolwiek do czynienia!

"Dawno, dawno temu uwikłaliśmy się w romans z ogniem"

Akcja, choć na początku nieco ślamazarna, po pewnym czasie nabiera tempa - czytanie Łabędziego śpiewu przypomina nieco jazdę na rollercoasterze. Najpierw wjeżdżamy wolniutko w górę, bez pośpiechu, a potem spadamy w dół, bez trzymanki, z feerią emocji, krzyczymy, wołamy, wszystko nam się w środku przewraca, a my nie możemy się już zatrzymać, pędzimy jak szaleni, pokonując kolejne spirale, koła, czysty obłęd! Tak to mniej więcej wygląda. Przebrnijcie przez kilka pierwszych rozdziałów, a gwarantuje Wam, że potem nie będziecie się mogli oderwać.

Byłabym złym człowiekiem, nie wspominając ani słówkiem o stylu pisania McCammona. Trzy słowa: TEŻ TAK CHCĘ! To, jak autor operuje słowem, z jaką łatwością przychodzi mu tworzenie przed oczami czytelnika pełnowymiarowych obrazów, jakie emocje potrafi wzbudzać, jakie to wszystko jest  m i s t r z o w s k i e - istna bomba! Wielkie brawa! Tak jak na początku nie mogłam uwierzyć, że ten sam człowiek napisał Magiczne lata i Łabędzi śpiew, z czasem dostrzegłam ten sam perfekcyjny styl, te same emocje. Oczywiście nic nie może równać się z Magicznymi latami (jeśli jeszcze nie czytaliście, to koniecznie to zmieńcie), żeby jednak nie wydać się gołosłowną, powiem Wam, dlaczego.

Literatura grozy to, jak się okazało, najzwyczajniej w świecie nie moja bajka. Za dużo krwi, przemocy, walki o przetrwanie, wszechobecnej zagłady i szaleństwa. Po prostu osobiście nie gustuję w tego typu powieści i nie robią one na mnie takiego wrażenia. Nie, czekaj, wróć - Łabędzi śpiew zrobił na mnie kolosalne wrażenie, ale nie jest to książka typu "nigdy o tobie nie zapomnę" albo "jestem totalnie zachwycona, chcę więcej". Co nie znaczy oczywiście, że nie warto spróbować - bo to rewelacyjna, świetnie napisana powieść, dopracowana do każdego najmniejszego szczegółu. Sama jestem zdziwiona, jak bardzo Łabędzi śpiew mi się spodobał. Z półki spogląda już na mnie druga część i mam nadzieję, że już niedługo się w nią gryzę. Jestem ciekawa, kto wygra walkę o ludzkość. Komu uda się przetrwać czasy pożogi, cierpienia, chaosu i lęku. Kto wyjdzie zwycięsko z ostatecznego starcia dobra ze złem...

"Łabędzi śpiew. Księga I" Robert McCammon, Wyd. Papierowy Księżyc, str. 520

8 komentarzy:

  1. Łohoho... Marzenko, ja to jednak chcę przeczytać xD i "Magiczne lata" też!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No koniecznie, będę Cię pilnować! ^.^

      Usuń
  2. Kupuję sobie niebawem tę książkę:) uwielbienie post-apo:) od siebie polecam "Apokalipsę Z" Manela Loureiro:)
    Zapraszam na nową recenzję:)
    http://przewodnik-czytelniczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Apokalipsa Z" powiadasz - sprawdzę, a nóż to coś dla mnie. ^.^

      Usuń
  3. Dosyć przerażająca ta wizja apokalipsy. Jestem szczerze zaintrygowana!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobnie jak ty, nie jestem jakoś wiece obeznana w literaturze grozy, ale naprawdę mnie zachęciłaś tą książką. Czuję, że to będzie coś nowego! Całusy :*


    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja lubię akcję, brutalność i te sprawy... zaintrygowałaś mnie, chętnie przeczytam :) Bo Piątą falą kompletnie się rozczarowałam i chciałabym przeczytać własnie coś prawdziwego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o "Piątej fali", ale nigdy nie lubiłam tematów inwazji i kosmitów, więc zrezygnowałam. Ostrzegam, u McCammona też są wątki paranormalne! xD

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli po przeczytaniu posta napiszesz kilka słów, drogi czytelniku. Każdy komentarz wywołuje mój uśmiech, więc pisz bez obaw! ^^ Chętnie wejdę też na Wasze blogi, więc śmiało zostawiajcie linki (oczywiście byłoby świetnie, gdyby link ten znajdował się dopiero pod sensownym komentarzem. I nie zapraszajcie mnie ciągle do nowych recenzji na swoim blogu!).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...