Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adamada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adamada. Pokaż wszystkie posty

23 grudnia 2015

Kolorowe kredki w pudełeczku noszę...

Wszystkie dzieci kochają rysować, bazgrać, kolorować i malować. Dziewczynki zakochane w księżniczkach uwielbiają (a mówię to z własnego doświadczenia, gdyż blisko dziesięć lat temu sama to ubóstwiałam) kolorować długie suknie, skrzydła magicznych wróżek i kwiaty przeróżnych wzorów. Chłopcy za to swoje zainteresowanie kierują ku samochodom, czy potworkom wszelkim. Jedno jest jednak pewne - każde dziecko musi posiadać przybory do rysowania: kredki, gumkę, ołówek i strugaczkę! Z tymi narzędziami wszystko jest możliwe. Potrzebny jest już tylko materiał, po którym będzie można bazgrać bez ograniczeń. I dzisiaj właśnie powiem o jednej z kolorowanek, której autorka cofnąła się w czasie i postanowiła narysować zamkowe życie - przepełnione królewnami i królewiczami, rycerzami i oczywiście smokami...

19 grudnia 2015

Uroczy powrót do dzieciństwa
















Dziś przeniesiemy się w czasie. Staniemy twarzą w twarz sami ze sobą - z nami sprzed lat. Zobaczymy siebie koślawo stawiających pierwsze litery, z trudem składających ze sobą słowa i zdania. Nasze niewielkie jeszcze ciałka i malutkie rączki trzymające z trudem książkę. Popatrzmy w tył, przypomnijmy sobie, jakie były nasze pierwsze przeczytane pozycje, kto wspierał nas w naszym pierwszych czytelniczych mękach? Czy na Twojej półce stały stosy kolorowych książeczek, tomy baśni, a może jakieś gazetki? Wspomnienie książeczek pełnych barwnych ilustracji, może już rozmyte i niewyraźne, sprawia, że się uśmiechamy. Dziś recenzja takich właśnie dwóch dziecięcych powiastek - przyjemnych, pozytywnych, prostych i wspierających najmłodszych w ich czytelniczych próbach. 

1 grudnia 2015

Czasami starsze siostry wyjadają czekoladki w stroju ninja

Kiedy siostra pokazała mi swoje nowe nabytki w postaci trzech uroczych książeczek i jednej półtora metrowej kolorowanki, poczułam się dziwacznie. Mimo, że jestem człowiekiem zielonym, nie sądziłam, że kiedyś jeszcze sama od siebie sięgnę po dziecięce powiastki, stało się jednak i dobrze się stało, wszak "Do czego służy kotlet?" to lektura nad wyraz życiowa. Tak, tak. Kto bowiem z nas nie jadł kotleta?

Tak naprawdę jednak sam schabowy w całej historii odgrywa niewielką rolę. Myślę, że jest swego rodzaju wabikiem na spragnione humoru (i jedzonka) dzieci. Kiedy pokazałam kuzynowi, jaką powieścią dysponuję, roześmiał się uroczo i zakrzyknął "do czego służy kotlet?!", potem długo nie mógł się uspokoić, zwijając się ze śmiechu. Widzimy więc, że wabik działa jak należy!