
Stoisz na szczycie urwiska. Chłodna bryza łagodnie owiewa twoją twarz i włosy. Zamykasz oczy, rozkładasz ręce. Uśmiechasz się pod nosem. Wiatr przybiera na sile, na wodzie tworzą się fale. Rozkoszujesz się ich szumem. Na niebie pojawiają się nagle ciemne chmury, w dali słychać pierwsze grzmoty. Zbliża się burza, a ty bez zastanowienia skaczesz. Z pluskiem trafiasz do zimnego oceanu, ze wszystkich stron napiera na ciebie woda. Wynurzasz się i powoli podpływasz do brzegu. Rozpiera cię szczęście. Zrobiłeś to. I wtedy je słyszysz. Dookoła rozlega się jęk, dziwna, mistyczna pieśń. Siadasz na piasku, ból rozsadza ci głowę. Kątem oka zauważasz, że coś się do ciebie zbliża. Nie, ktoś. Mężczyzna z szerokim uśmiechem na twarzy. Martwy.